Disecta Membra
Whisky
Whisky (w pisowni irlandzkiej i amerykańskiej Whiskey), to napój alkoholowy kojarzony najczęściej ze Szkocją, produkowany również w Irlandii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i innych krajach.
http://www.otofotki.pl/img12/obrazki/wk2519_whiskey1.jpg
Whisky pochodzi najprawdopodobniej z Irlandii. Iryjscy mnisi pędzili trunek znany jako aqua vitae już w VII wieku. Była to mikstura uzyskiwana poprzez destylację produktów fermentacji owoców i używana wyłącznie do celów leczniczych: środek przedłużający życie, łagodzenie dolegliwości takich jak kolka, paraliż, ospa i inne. Według podań whisky miałaby zostać wynaleziona przez św. Patryka
http://www.otofotki.pl/img12/obrazki/yf6510_whiskey2.jpg
Od XVII wieku zaczęto używać skróconej formy uiskie, zaś od około 1715 roku ta ewoluowała do whiskie. Nazwa współczesna - whisky - utrwaliła się dopiero w 1736 roku. W IX wieku, wraz ze słynącymi z misyjnego zapału mnichami z Irlandii, lekarstwo dotarło do Szkocji.
http://www.otofotki.pl/img12/obrazki/jm5642_whiskey3.jpg
http://www.otofotki.pl/img12/obrazki/al7830_whiskey4.jpg
Jako, że whisky produkowana jest w wielu regionach świata za pomocą nieco odmiennych metod i przy przestrzeganiu odmiennych standardów jakości, przydatne wydaje się pobieżne chociaż rozeznanie w jej rozlicznych gatunkach. Ze względu na kraj pochodzenia whisky podzielić możemy na:
• szkockie (uważane niekiedy za odrębny gatunek alkoholu: "Scotch") - produkowane wyłącznie w Szkocji, w 100% ze słodu jęczmiennego lub jęczmienia, dojrzewające w dębowych beczkach przynajmniej przez okres trzech lat. Najpopularniejsze gatunki: Johnnie Walker, Teacher's, The Famous Grouse, Chivas Regal, Laphroaig, the Balvenie, Ballantine's; Grants,
• amerykańskie - produkowane wyłącznie w Stanach Zjednoczonych, zarówno z kukurydzy, jak i żyta, pszenicy oraz jęczmiennego słodu, dojrzewające w beczkach przez najmniej dwa lata. Dzielą się na bourbony (produkowane w hrabstwie Bourbon w stanie Kentucky), Tennessee Whiskey (Tennessee), oraz pomniejsze regiony (New Orleans, Ohio, Pennsylvania). Popularne gatunki: Jim Beam, Elijah Craig, Wild Turkey, Maker's Mark oraz Jack Daniel's (Tennessee Whiskey).
• irlandzkie - produkowane w Irlandii wyłącznie z jęczmienia i jego słodu, dojrzewające przez co najmniej trzy lata. Ze względu na historyczne trudności ekonomiczne Irlandia nie może pochwalić tak bogatym zróżnicowaniem regionalnym swoich whiskey, jak Szkoci czy Amerykanie, choć trunki z tego kraju oceniane są wysoko przez znawców. W chwili obecnej rynek irlandzkiej whiskey zdominowany jest przez Irish Distillers (marki: Jameson, Midleton Very Rare, Redbreast, Powers, Paddy, Tullamore Dew), którego właścicielem jest francuski koncern gorzelniczy Pernod-Ricard SA. Jedyną znaną marką whiskey północnoirlandzkiej jest Bushmills produkowany przez Old Bushmills Distillery, sprzedany w czerwcu 2005 gigantowi Diageo.
• japońskie - produkowane w Japonii od 1924 roku. Whisky japońska odwzorowuje produkcję whisky szkockiej a nie amerykańskiej czy irlandzkiej. Dwie najbardziej znane marki to: Nikka, Yamazaki (Suntory). Pomimo, że whisky japońska nie wywodzi się z wielowiekowej tradycji destylacji, jej uznanie na całym świecie cały czas wzrasta. Japońskie destylarnie produkują bardzo dużo blendów. Charakterystyczny jest fak, że wszystkie whisky wchodzące w skład mieszanki pochodzą z jednej destylarni, zatem każda z destylarni produkuje bardzo zróżnicowaną whisky.
balantine's i jaś wędrowniczek żądzą:)
15.03.2010
W atmosferze splendoru zamku w Edynburgu - najbardziej znanego historycznego obiektu szkockiej stolicy - degustowano whisky, która jest jedną z najstarszych na świecie. Ponad 70-letni Mortlach, pochodzący z gorzelni o tej samej nazwie w górskim regionie Szkocji - Speyside.
http://www.thewhiskybarrel.com/prod-img/mortlach_sig88_300.jpg
Koneserzy, którzy dostąpili zaszczytu degustacji, opisują aromat jako subtelny i wielowarstwowy, przez który przebija się z lekka owocowy smak z domieszką wiśni. Jest też warstwa biszkoptowego tortu i migdałów z dodatkiem suszonych fig. Aromat tryska witalną energią, jest przy tym delikatny, świeży, choć w pierwszej warstwie nieco woskowy i wędzony.
http://mortlach.de/garbage/52/525949/10066336.jpg
Na rynek trafi pełna zawartość baryłki - 54 karafek i 162 butelki. Jedną z nich chciano podarować królowej Elżbiecie II, ale ta zaproponowała, by wystawić ją w Narodowym Muzeum Szkocji na wystawie upamiętniającej kulturowe dziedzictwo Szkocji. Całkiem możliwe, że Elżbieta II uważa 70. letnią whisky przede wszystkim za obiekt kolekcjonerski.
W handlu detalicznym wpadająca w oko elegancka karafka 70-letniego Mortlacha kosztuje 10 tys. funtów (wraz z podatkiem VAT). Ma pojemność 70 cl, sprzedawana jest w specjalnym ręcznie wykonanym opakowaniu z drzewa i ma srebrną zatyczkę, która może służyć za kieliszek. Producenci reklamują ją jako najstarszą whisky na świecie.
http://www.whiskyfun.com/MaterialForLog8/Mortlach-50.jpg
Butelkę tej samej whisky o pojemności 20 cl można kupić za 2,5 tys. funtów. W ekskluzywnych barach i klubach jedna miarka kosztuje ponad 300 funtów. Zawartość alkoholu wynosi 46,1 proc.
Jest to kolosalna kwota w zestawieniu z ceną tego samego gatunku whisky (single malt) - tyle tylko, że młodszego. 14-letnią butelkę można kupić już za 36 funtów. Różnica polega na tym, że 70-letniej odmiany dotyka się tylko w białych rękawiczkach, a na uroczystość na zamku w Edynburgu dostarczyli ją żołnierze z 4 batalionu szkockiego brytyjskiej armii.
http://www.duthies.de/mortlach1.jpg
niema to jak dobra zimna łycha z zimną kolą .do tego lód,i ewentualnie 1-2-krople cytryny.mniammmmmmmm
Mój tata zawsze powtarza, że picie whiskey z colą to profanacja ;-) Ja się nie znam, bo za whiskey w ogóle nie przepadam, chyba jeszcze nie jestem wytrawnym smakoszem alkoholu bo whiskey jest dla mnie jakaś taka cierpka
Whyski z colą i z lodem po prostu jest wyborna smakowałem i powiem że podeszła mi do gustu :D
a co do samej whyski to nie wiem bo nie piłem samej tylko z cola :P
Z colą nie mogłabym tego wypić. Jakoś mi tak nie pasuje. Jeśli whisky to tylko z wodą, lodem i cytryną. I tak jednak wolę wytrawne wino- jest absolutnie cudowne . trzeba też oczywiście zaznaczyć,że nie każda whisky jest dobra , lepiej kupować te droższe
Co się wyrabia w Bruichladdich, czyli oko w oko z Jimem McEwanem
Podczas mojego niedawnego wakacyjnego pobytu w Szkocji, odwiedziłem m.in. Bruichalddich na wyspie Islay. Jako że wcześniej zapowiedziałem swoją wizytę, w destylarni czekała mnie nie lada niespodzianka – oto sam Jim McEwan zaszczycił mnie rozmową i zabrał na przechadzkę po swoim ulubionym magazynie. I przyznać muszę, że choć jej początek odbyłem sztywnym i pewnym krokiem, gdy wychodziłem z magazynu, nogi mi się nieco plątały. Nie tylko z wrażenia.
http://www.bestofwhisky.pl/news_photobase/bladdie01.jpg
Co sezon nowa kolekcja
Żeby sobie zjednać gospodarza po dość niefortunnym wstępie – o czym niżej – pochwaliłem ogromnie pozytywną zmianę, jaka zaszła w produktach Bruichladdich od chwili zakupienia jej przez Murray McDavid, i przejęcia sterów nad produkcją przez mojego rozmówcę. Przyznałem jednak, że jestem już trochę zagubiony w mnogości najprzeróżniejszych wersji ukazujących się raz po raz na rynku. Infinity, Rocks, Legacy, Islands, Links, Yellow Submarine – to tylko kilka zupełnie nowych whisky schodzących z jedynej na Islay linii do butelkowania whisky.
Najwidoczniej trafiłem w samo sedno. Jim McEwan z nieukrywaną dumą jął opowiadać o swoich eksperymentach i bitych raz po raz rekordach – a to najbardziej zatorfowiona whisky, a to najmocniejsza, jedyna czterokrotnie destylowana, itp. Jim twierdzi, że przemysł whisky nie nadąża za oczekiwaniami rynku. Twierdzi, że nowoczesny producent whisky powinien – podobnie jak wiodący dyktatorzy mody – co sezon przedstawiać nową kolekcję. I jeśli ktoś się zgubi w różnorodności oferowanych profili smakowych, to właśnie o to mu chodzi. Przywołał również przykład irlandzkiej destylarni Cooley, która oferuje wręcz kilkanaście skrajnie różnych wersji whiskey.
Można się z nim zgodzić bądź nie, można upierać się, że właśnie w świecie whisky nie ma wiele miejsca na eksperymentowanie, że właśnie konsumenci akurat tutaj oczekują tradycji, stabilizacji, solidnej jakości, a nie fajerwerków. Cokolwiek by nie sądzić na ten temat, jedno trzeba mu przyznać – kiedy już eksperymentuje, to wie co robi. O czym przekonałem się na własnym podniebieniu, gdy po chwili zabrał mnie do swojego ulubionego magazynu i zaoferował kilka próbek tego, o czym mówił.
http://www.bestofwhisky.pl/news_photobase/bladdie02.jpg
Magazyn, do którego mnie zaprowadził, wypełniony był beczkami whisky, ale nie tylko Bruichladdich. Jak się dowiedziałem, w pomieszczeniu tym na butelkowanie czekają whisky zakupione w wielu różnych destylarniach przez firmę Murray McDavid, i czekają na swoją kolej do butelkowania. Nie czekają jednak bezczynnie. Jim osobiście wyszukuje dębowe beczki, w których uprzednio leżakowały inne trunki – wina, sherry, madera, rum – do których wlewana jest następnie whisky na dodatkowe kilkumiesięczne leżakowanie. Co ciekawe, w Bruichladdich nie używa się określenia „wood finishing”, gdyż ma ono negatywne zabarwienie. „Wykańczanie” rzeczywiście nie brzmi najlepiej. Zamiast tego, w Bruichladdich mówi się o A.C.E. – Additional Cask Enhancement – dodatkowe beczkowe wzbogacanie (przy okazji, może mały konkurs na bardziej trafne tłumaczenie tego terminu na język polski...?).
Spośród tych ubogacanych whisky, dane mi było spróbować całkiem sporej ilości, w tym Mortlach 1993 z beczki po francuskim Syrah, Bruichladdich 1991 z beczki po winie Yquem, Glen Scotia 1992 z beczki po rumie, i paru innych, których nazwy zginęły gdzieś w otchłaniach niepamięci. Jedno wiem na pewno – nie było tam whisky, na której najwyższą jakość mógłbym poddać pod wątpliwość. Były to iście przednie trunki, bogate, głębokie, złożone. Wcześniej spróbowałem Bruichladdich Rocks i Infinity, o których też powiem tylko tyle, że były pyszne...
http://www.bestofwhisky.pl/news_photobase/bladdie03.jpg
Czy Perilous Whisky jest rzeczywiście perilous?
Jakiś czas temu świat obiegła wieść, że w Bruichladdich robi się najmocniejszą whisky świata – czterokrotnie destylowaną Perilous Whisky, której moc sięgnąć miała 92%. W mojej rozmowie z Jimem McEwanem – pomysłodawcą projektu – nie mogło zabraknąć pytania o ten eksperyment. Najwidoczniej uznał on jednak, że słowa są tu niepotrzebne. Podszedł do stojącej nieopodal niewielkiej beczułki, odszpuntował ją i nalał mi do kieliszka trunku, który już zdążył nabrać ciemnosłomkowej barwy, mimo niemowlęcego wieku. Od chwili destylacji minęło dopiero kilka miesięcy, więc destylatu owego nie można jeszcze nazwać whisky. Dosłownie zbaraniałem, kiedy zapytałem o jego aktualną moc – do beczek wlewano go po rozcieńczeniu do 86% – a w pobliżu nie znalazłem dzbanuszka z woda do rozcieńczenia tego potwora. Jim rzeczywiście spodziewał się, że wezmę to do ust jako cask strength. Cóż było robić, wziąłem... I stała się rzecz niesłychana. Cały mój sceptycyzm w stosunku do tego ewidentnego zagrania marketingowego (czytaj moje pierwsze wrażenia gdy wiadomość o destylacji najmocniejszej whisky świata obiegła media), którego trzymałem się dzielnie do tej chwili, prysł jak bańka mydlana. Perilous (niebezpieczna, ryzykowna) Whisky 86% cask strength nadaje nowe znaczenie słowu whisky. Mimo swej nieziemskiej mocy jest niewiarygodnie łagodna – zarówno w aromacie, jak i w smaku. Podczas jej degustacji zupełnie zapomina się o iście niebezpiecznej zawartości alkoholu, a bezwzględnie poddać się należy przebogatemu bukietowi owoców, głównie słodkich, dojrzałych, soczystych gruszek i jabłek, a o paleniu podniebienia nie ma nawet mowy. Gdybym osobiście nie spróbował, nigdy bym nie uwierzył. Czytający te słowa chyba jednak nie mają innego wyjścia niż uwierzyć. Jak zapewnił mnie Jim, jestem jedynym Polakiem, któremu dane było spróbować Perilous Whisky, co odnotowuję z niemałą dumą.
Ani słowa o FWP!
Kiedy powiedziano mi, że sam Jim McEwan chciałby się ze mną spotkać, troszeczkę oniemiałem i dość trudno było mi zebrać myśli żeby w sposób logiczny poprowadzić tę rozmowę. Zacząłem od pierwszej rzeczy, która mi przyszła do głowy w związku z moim rozmówcą, a mianowicie od słynnego już FWP. Słowo wyjaśnienia dla osób, które nie zetknęły się z tym określeniem. FWP (French Whore Perfume – perfuma francuskiej latawicy) to określenie nieprzyjemnego aromatu tanich perfum, który parę lat temu podobno znaleźć można było w whisky Bowmore, której menadżerem był podówczas właśnie Jim McEwan. Osobiście zetknąłem się z tym zjawiskiem jedynie w przypadku pewnej butelki Bowmore 30yo Seadragon, ale – jak wkrótce się okazało – była to przypadłość tylko i wyłącznie tej jednej butelki, a winny był poluzowany korek i reakcje utleniania, jakie zaszły w whisky wskutek dostępu powietrza.
Kiedy tylko magiczne słowo FWP padło z moich ust, w Jima wstąpił demon. Spurpurowiał na twarzy i, używając słów powszechnie uznawanych za obelżywe i co najmniej nieparlamentarne, opisał mi poczynania pewnej grupy amerykańskich „koneserów”, którzy odwiedzili niegdyś prowadzoną przez Jima destylarnię Bowmore. Cytując słowa Jima, uważając się za największych znawców whisky na świecie, chłopcy spodziewali się pięciogwiazdkowego przyjęcia. Otrzymali zwykłe, trzygwiazdkowe. Wkrótce po ich wizycie w Bowmore, w internecie pojawiły się pierwsze sygnały o FWP, właśnie na forum dyskusyjnym tej „niewłaściwie” przyjętej grupy. Reszty dokonała potęga internetu. Wkrótce cała światowa sieć aż huczała od wieści o kolejnych przykładach FWP znajdowanych w kolejnych wersjach Bowmore, potem Glen Garioch, a nawet Auchentoshan. Nic dziwnego, że Jima licho bierze na samo wspomnienie tej historii. Musiałem solennie zapewniać, że nie mam nic wspólnego z ową grupą, a o FWP wiem tylko z internetu. Obserwując jego reakcję, drżałem na myśl co mogłoby się stać z kimś z tamtych chłopców, gdyby wpadł mu w ręce. Jim to naprawdę kawał chłopa...
http://www.bestofwhisky.pl/news_photobase/bladdie04.jpg
Wszystko na sprzedaż
Podczas mojej wizyty w Bruichladdich uderzyło mnie jak za wszelką cenę usiłuje się tam sprzedać wszystko, na co tylko można znaleźć ewentualnego nabywcę. Poczynając od najprzeróżniejszych drobnych gadżetów noszących logo Bruichladdich, przez koszulki, sweterki, szaliki, czapeczki, do możliwości własnoręcznego napełnienia butelki whisky – dostępnej tylko i wyłącznie na terenie destylarni i nie sprzedawanej nigdzie indziej. Również w sprzedaży wysyłkowej. Cena też słuszna – 55 funtów za butelkę, 100 funtów za dwie. Co więcej, w sprzedaży znajduje się również piwo robione z zacieru gorzelnianego, z którego zwykle powstaje ostatecznie whisky Bruichladdich, a podrasowanego przez lokalny browar Islay Ales. Również wszelkie próby bicia rekordów dotyczących whisky, o których wspominałem wcześniej – włącznie z czterokrotnie destylowaną Perilous Whisky – wydawały mi się początkowo li tylko tanimi chwytami marketingowymi. Kiedy, ubierając to w jak najgrzeczniejsze sformułowania (nauczony doświadczeniem z FWP), wspomniałem o moich wątpliwościach Jimowi, ten – ku mojemu zdumieniu – ochoczo potwierdził. Owszem, staramy się sprzedać co tylko się da, powiada, ale pamiętać musisz, że my nie należymy do żadnego globalnego koncernu, który będzie się za nas martwił finansami. Zapewniając pracę ponad 40 osobom w destylarni, jesteśmy jednym z największych pracodawców na Islay. I za tych ludzi jesteśmy odpowiedzialni.
http://www.bestofwhisky.pl/news_photobase/bladdie05.jpg
I prawda. Mało kto wie, że whisky – będąca dla nas być może jedynie nieco zbytkownym trunkiem – to w wielu odległych zakątkach Szkocji tak naprawdę być albo nie być lokalnej ludności. W ten czy inny sposób, mniej czy bardziej bezpośrednio, byt większości mieszkańców Islay uzależniony jest od produkcji owej cudownej wody życia, i zatrudnienia, jakie ta produkcja daje. Wydaje się, że w Bruichladdich są tego świadomi bardziej niż gdziekolwiek indziej w Szkocji. Może i my czasem powinniśmy sobie o tym przypomnieć, kiedy do wyboru mamy whisky wielkiego koncernu i perełkę szkockiego gorzelnictwa pochodzącą od drobnych, niezależnych wytwórców. Ostatecznie to my, konsumenci, utrzymujemy cały szkocki przemysł whisky...
R.M.(dzieki)
Prawdę mówiąc nie piłem whisky, ale też jestem jakoś tak niespecjalnie nastawiony do takich wynalazków :/ Mam chyba polski żołądek :P Kiedyś się zatrułem jakimś burbonem czy czymś takim :D Ale wcześniej jeszcze piliśmy koniak (tylko odrobinę), wódkę i piwa, więc może dlatego :D Może jak juz bede mial swoje lata to spróbuję whisky.
Ja z whisky piłem tylko balantine's i jakoś rewelacyjne mi nie smakował. Chyba też mam polski żołądek, bo wolę gorzką żołądkową:). Jak mam już pić coś mocnego to tylko polska wódka.